Archiwa tagu: żywioły

Pierwsza recenzja „Żywiołów”, zawstydzająco pochlebna

Piotr Müldner-Nieckowski

 

Wszystko na opak: o czasach, w których kobiety (sprytnie, bo zza kurtyny) najpełniej rządziły światem, nawiedzony feminizm powiada, że mężczyźni patriarchalnie je wtedy najbardziej gnębili; i jeszcze: jakże często w poezji pisanej przez kobiety czuje się ten ich wysiłek, tę pasję, tę pracę mózgu i mięśni, żeby wiersze były męskie, za wszelką cenę. A nie można normalnie, naturalnie? Można. Ta książka jest tak kobieca, że trzeba się zastanowić, jak to w tym kontekście jest możliwe. Najpierw Grecja, Grecja, Rzym, Rzym, wraca nowe starożytne, a emocje są chwilami jak u najlepszego Kawafisa, tylko płeć inna. To na przykład w pięknej literackiej rzeźbie pt. „Safona”. Trudno powiedzieć, czy to jeszcze proza, czy już poezja, poetka sama się nad tym zastanawia. I przyznaje, że nie wie. O poetyckości nie decyduje w tym tomiku forma, znaczenie ma przede wszystkim klimat, niczym w „Klimatach” André Maurois, tyle że fraza Nasiłowskiej jest nieporównanie lepsza. Ani jednego zbędnego słowa, ani jednej podwójnej puenty, ani jednego przesłodzenia. Można śledzić analizy tajemnic kobiecości, a nie sztucznie klejone maski, z których dla psychologii (i tym samym zwykłego czytelnika) jak dotąd na ogół nic nie wynikało. Rozpiętość między pustym pięknem a głęboką urodą wypełnia się w tej książce tym, czego na co dzień nie potrafimy zrozumieć, a tym bardziej czego prawie nikt nie umie zwięźle definiować. Uderza odwaga autorki w podejmowaniu tematów boleśnie banalnych, z których wychodzi więcej niż obronną ręką. Chwilami odnoszę wrażenie, że cała ta książka została przez nią ułożona po to, żeby znaleźć pretekst do opublikowania czytelnego ale skomplikowanego utworu „Modelki”, który niczym walec przetacza się po naszych wyobrażeniach o płytkiej, celebrycko-popartowskiej kulturze dzisiejszych czasów. Prawda – jak się okazuje – nie jest ani prosta, ani banalna, ale musiało ją dostrzec bystre oko i podać sprawne pióro.

 

Piotr Müldner-Nieckowski

Reklamy

Anna nasiłowska, Żywioły, wydawca: Staromiejski Dom Kultury, maj 2014

Co się stało, że postanowiłam opublikować zbiór wierszy? Po prostu trochę się ich zebrało w ciągu ostatnich lat. W większości publikowane były w żnych pismach literackich, niektóre doczekały się przekładów na żne języki, co wiąże się z moimi podróżami. Tłumaczenie poezji wymaga dobrego ucha, ale i tak zawsze okazuje się, że najłatwiej jest przełożyć wiersz. Potem można go użyć: przeczytać na spotkaniu, opublikować. Nie zajmuje dużo miejsca ani czasu, nie wymaga wstępów, zwykle dobrze znosi zmianę.

Opublikowałam tomik, bo przestałam się przejmować. Krąży mnóstwo zaleceń, czego prawdziwy poeta powinien się wystrzegać. Publicystyki, komentowania, retoryki, opowiadania, stylu wysokiego. Wszystko torobię, choć jako krytyk dobrze znam te poglądy. Gdyby wziąć serio tego rodzaju ograniczenia, wychodzi na to, że poezję najlepiej robić z niczego. To jest wyzwanie! Niektórzy to potrafią i nawet są w tym dobrzy. Jest jednak pewien koszt wierności ograniczeniom estetycznym. Enigmatyczność. Poezja przez ostatnie sto lat skupiła się na języku, porzuciła narracyjność, dawne gatunki epickie umarły; jej pole stało się wąskie, choć zasilane i uprawiane było niezwykle fachowo.

Za późno, żebym usiłowała wymyślić nowy styl, dokonać rewolucji artystycznej, i nawet na to bym zaczęła myśleć o sobie przede wszystkim jako o poetce też jest za późno. Jestem prozaiczką i autorką biografiito są moje role artystyczne. Poza tym jest jeszcze zawód profesora literatury, który uprawiam. Poezja jest trochę od święta. Moja dykcja jest dość staroświecka, czyli klarowna. Czasami mam coś do powiedzenia, co wymaga użycia poezji. Nie domaga się tego moje “ja”, ale coś, co pojawia się z zewnątrz, ze świata jako niewyjaśnione, poruszające czy niezwykłe.

Cykl próz greckich wiąże się z moimi podróżami na wyspę Lesbos. Podarowano mi dość niezwykłe doświadczenie, byłam tam nie jako turystka, mogłam poczuć atmosferę, zobaczyć niezwykłe miejsca. Pejzaż w okolicach małej miejscowości Skala Kalonis to chyba najpiękniejsze miejsce na świecie, jakie widziałam. Z portu i plaży widać ogromną, płytką zatokę, zamkniętą cieśniną między dwoma wzgórzami. Gdy byłam po raz pierwszy, powietrze w cieśninie drżało. Wydawało mi się, że widzę ziemię świeżo stworzoną, taką jaka wyszła spod kosmicznej ręki.

“Modelki” powstały obok projektu fotograficznego mojego męża. Jak dotąd nie udało nam się  zaprezentować nigdzie całości złożonej ze zdjęć i tekstu, ale sam tekst się broni. Równie dobrze mógłby stać się słuchowiskiem radiowym, lub materiałem do przedstawienia.

To bardzo dziwne wrażenie, gdy robi się coś po raz pierwszy. To jest mój pierwszy tom, choć wracam w ten sposób do początków mojego pisania.