Archiwa tagu: Simone de Beauvoir

Co to jest GENDER

1Anna Nasiłowska
Co to ten gender?
Widmo genderu krąży nad Polską. Im bardziej tajemniczo brzmi to słowo, tym większy sieje postrach. Co to jest? – pytają mniej zorientowani w naukach humanistycznych. Innym brak rozeznania nie przeszkadza chwytać za transparenty i protestować. “Gender niszczy Polskę!” – protestowali radni PiS w Lublinie. Biskupi przestrzegają przed “ideologią gender”.
Co to jest ten gender? To jeszcze jeden z anglojęzycznych terminów, którymi w ostatnich dziesięcioleciach nasiąka współczesna polszczyzna. Z genderem jest o tyle trudno, że tłumaczenie jest nieporęczne i opisowe: gender to kulturowa tożsamość płci. Język angielski rozróżnia bowiem sex (jako fakt biologiczny) i gender czyli rodzaj. Istnienie dwóch słów odnoszących się do tożsamości płci pozwala naukom humanistycznym uporządkować sytuację, rozgraniczając pole przynależne biologii i sferę faktów o charakterze społeczno – kulturowym, które są historycznie zmienne. Nie z biologii wynika też, że do chłopców i do dziewczynek adresuje się zwykle odmienne stereotypy. “Bądź dzielny!” mówi się jemu, a jej: “Masz być grzeczna i ładna!” Na adresowanych do kobiet wymogach, dotyczących atrakcyjnego wyglądu, robią zresztą niebywałe interesy całe branże przemysłu: od kosmetyki i mody po medycynę estetyczną. Nic dziwnego, że obietnica: będziesz piękna, jeśli kupisz… apeluje z co drugiej reklamy.
Simone de Beauvoir, jedna z założycielek współczesnego feminizmu, ukuła maksymę, której najbardziej rozpowszechniona polska wersja brzmi dość radykalnie: “Nikt nie rodzi się kobietą”. Brzmi to jak paradoks, ale rzeczywiście, poza mitami o Atenie (z głowy Zeusa) czy Afrodycie, która wyłoniła się z morskiej piany, nie słyszano nigdy o narodzinach k o b i e t y, jak świat światem rodzą się tylko niemowlęta. Język polski nadaje zresztą dziecku rodzaj nijaki, czego nie może zrobić francuski – ma do dyspozycji tylko dwa rodzaje gramatyczne. Nieco precyzyjniej zdanie Simone de Beauvoir można przetłumaczyć tak : “Nie rodzimy się kobietami, stajemy się nimi.” Z całą pewnością na to, kim stanie się osoba dorosła ogromny wpływ ma wychowanie, wzory otoczenia i presja, która kształtuje, zabrania, zachęca i zniechęca do wykraczania poza pewne ramy, zwyczajowo związane z kobiecością bądź męskością.
Nauki humanistyczne nie dysponują metodami, aby zajmować się tożsamością biologiczną człowieka, korzystać tu mogą z wniosków, jakie płyną z analiz biologów i lekarzy. Współczesna medycyna i biologia przedstawiają zresztą dość skomplikowany obraz, który nie przeciwstawia sobie radykalnie mężczyzn i kobiet. To nie są dwie rasy, jedna z Wenus, druga z Marsa. Na przykład pod względem hormonalnym można mówić o pewnym kontinuum płci, poza tym poziom “męskich“ i “żeńskich“ hormonów waha się także w ciągu życia jednostki. Istnieją też osoby o dość szczególnym zestawie cech biologicznych, choć nie zawsze dążą one do zmiany tożsamości.
Tym ciekawsze staje się w takim razie pytanie o wzorce kulturowe, na które mamy wpływ i które zmieniły się w ciągu kilku ostatnich stuleci. Jeszcze sto lat temu żywiono obawy, że kobieta nie sprawdzi się w zawodzie lekarza, winna temu miała być jej “naturalna słabość”. Żywiono obawy, że będzie mdleć podczas operacji. Poza tym uważano, że zawód medyka pozbawi kobietę wszelkich złudzeń, odbierze jej idealizm niezbędny w miłości, nie będzie więc mogła być żoną i matką. W tej chwili doszliśmy w Polsce do feminizacji wielu specjalności medycznych, i nie biologia współczesnych kobiet się zmieniła, lecz warunki społeczne, które otworzyły przed kobietami możliwość edukacji i wysoko kwalifikowanej pracy. Zresztą pod koniec XIX wieku nikt nie zastanawiał się nad kobietami niższej klasy, na przykład nad służącymi, których kontakt ze sferą ciała był zawsze duży, chodziło wyłącznie o “panie”, które chciano widzieć w gorsetach i tiulach.
Wzorce dotyczące kobiet są zatem zmienne historycznie w obrębie jednej kultury i mocno związane ze strukturą społeczną. W 1899 roku amerykański socjolog Thorstein Veblen opublikował klasyczną książkę Teoria klasy próżniaczej, obserwował w nim między innymi psycho-socjologiczny fenomen kobiet z wyższej klasy średniej. Ich mężowie prowadzili interesy, one – demonstrowały bezczynność, oddane całkowicie budowaniu wokół swojej rodziny otoczki luksusu i konsumpcji na pokaz. Współczesna kobieta w Polsce, nawet jeśli należy do bardzo bogatej mniejszości, ma wybór – może pracować, prowadzić przedsiębiorstwo czy zajmować się jakąś akcją społeczną. Zmieniły się oczekiwania, zarówno kobiety, jak i mężczyzn ocenia się biorąc pod uwagę ich działania w sferze pozadomowej, publicznej. Większość kobiet musi pracować. Współczesny konflikt dotyczy nierównego podziału obowiązków i nie do końca równych szans. On – pracuje i zarabia, ona – podobnie, ale zwyczajowo ciąży na niej dużo większa odpowiedzialność za wychowanie dzieci i za całą stronę organizacyjno-materialną życia rodziny.
I to jest właśnie ten gender! Przecież nie z natury, ani z urodzenia wynika, że kobieta bywa w rodzinie praczką, kucharką, sprzątaczką, zaopatrzeniowcem, higienistką i korepetytorką dzieci a także opiekunką zwierząt i osób starszych, i role te pełni przeważnie równolegle do swojej pracy zawodowej, w której ma obowiązki takie same jak mężczyzna. Dodajmy: takie same – jak mężczyzna na identycznym stanowisku, ale w wielu sfeminizowanych profesjach funkcje kierownicze pełnią przede wszystkim mężczyźni. Dlaczego? Też nie “z natury” się to bierze, jest to fakt społeczny, wynikający z większego obciążenia kobiet obowiązkami w sferze prywatnej, ze stereotypów i ze wzorców relacji między płciami. Jeśli w sfeminizowanej grupie pojawia się mężczyzna, to kobiety, konkurując między sobą o prestiż i awans zawodowy, łatwo przyjmują go jako kierownika. Ale jeśli któraś z nich zechce piąć się w zawodowej hierarchii – może natrafić na “szklany sufit”, niewidoczną przeszkodę, równającą ją do poziomu koleżanek, nawet jeśli w życiu prywatnym jest singielką.
Teoria gender nie mówi nic na temat tego jak być powinno, gdyż jest to termin, który pozwala na opis, a nie – formułowanie postulatów. Amerykańska badaczka Judith Buttler zwraca uwagę na performatywność ról płciowych, które są odgrywane, wiążą się z przyjęciem pewnego scenariusza, pochodzącego z zewnątrz. Zawsze, ilekroć widzę dziewczynę na monstrualnie wysokich szpilkach, która usiłuje biec, albo choćby iść szybciej, myślę, że Butler ma rację. Scenariusz “kobiety” jest bardzo drobiazgowy, zawiera w sobie i ton głosu, i sposoby wyrażania emocji, i te szpilki, wysokie niczym szczudła, i nieustanne dążenie do modnego i perfekcyjnego wyglądu. Ponieważ moda zmienia się nieustannie, próby sprostania tym wymogom stale narażone są na niepowodzenia; wchodzą też w konflikt z wymogami profesjonalizmu stawianymi przed współczesną kobietą. Wzorce współczesnej kultury konsumpcyjnej są niespójne i kształtują osobowość neurotyczną, w pogoni za nieosiągalnym momentem zaspokojenia aspiracji. Jedyne, co sugerować mogą analizy genderowe, to próba zdobycia świadomego dystansu i uwolnienia się od tego, czemu nie możemy podołać, albo co nam nie pasuje.
“Więcej genderu!” – taki transparent powinni nosić konserwatyści. Jest też do wzięcia hasło dla innej grupy: “Gender – dźwignią kapitalizmu i podstawą świetnych interesów!” A reszta niech sobie pozwoli być sobą.
—-
Anna Nasiłowska – pisarka, profesor w IBL PAN, ostatnio opublikowała powieść Konik, szabelka (nominacja do nagrody Gdynia) i biografię Wolny agent Umeda i druga Japonia (nominacja do nagrody Książka historyczna roku). Uczestniczyła w grancie “Encyklopedia gender“, w 2014 roku opublikowana zostanie Encyklopedia tożsamości kulturowej płci (t. 1).