Archiwa tagu: Rawa Mazowiecka

Krystyna Nasiłowska (12.10.1933 – 5.03.2020)

Maria Krystyna Skierkowska urodziła się w Rawie Mazowieckiej, w rodzinie o tradycjach ogrodniczych i niepodległościowych. Gdy miała 6 lat, wybuchła II wojna światowa. Z perspektywy dziecka wojna wyglądała inaczej niż z punktu widzenia dorosłych. W jej wspomnieniach pojawiały się migawki zdarzeń: ucieczka w 1939 roku i powrót do ogołoconego domu. Stacjonowanie Niemców, którzy zajęli największy pokój. Wypędzenie Żydów, mieszkających przy tej samej ulicy i ucieczka dwóch dziewczyn, z których jedna ukrywała się na strychu. Konspiracyjne zebrania w stodole, w których uczestniczył ojciec. Ofensywa Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku, podczas której bomba spadła na dom i poważnie raniła jej matkę. Wspólnym mianownikiem tych zapamiętanych okruchów zdarzeń był lęk.

Także po wojnie było się czego bać. Mimo świetnie zdanego egzaminu na weterynarię – nie przyjęto jej na studia z powodu negatywnej opinii Związku Młodzieży Polskiej. W 1951 roku decydowało niewłaściwe pochodzenie, wcześniejsza przynależność do harcerstwa. Wyjechała wtedy do Warszawy, zatrudniła się w księgowości Instytutu Elektrotechniki i wkrótce poślubiła zdolnego inżyniera Jana Nasiłowskiego. Z nową opinią z pracy, pod nowym nazwiskiem i po interwencji została przyjęta na zootechnikę, którą ukończyła w 1958 roku, niedługo po urodzeniu córki Anny.

Początki pracy zawodowej Krystyny Nasiłowskiej nie były łatwe, ale dla niejnie było przeszkód nie do pokonania. Do pierwszego miejsca pracy w Kuflewie dojeżdżała z Warszawy pociągiem, przesiadała się na PKS a potem jeszcze ostatnich 5 km pokonywała rowerem. Była nauczycielką w szkołach rolniczych, potem uczyła w Cegłowie za Mińskiem Mazowieckim, a następnie w Pszczelinie koło Brwinowa. Mimo ukończonej zootechniki prowadziła zajęcia z uprawy roślin. Zrobiła prawo jazdy na ciągnik, żeby prowadzić praktyki. Jej prawdziwą pasją było wychowawstwo, czyli pomoc młodym ludziom w kształtowaniu charakterów i wyborze własnej drogi zawodowej. Porzuciła Pszczelin, podejmując samodzielne wyzwanie: została dyrektorką bursy dla uczącej się w szkołach zawodowych młodzieży przy ul. Wiślanej w Warszawie.

Po przejściu na emeryturę Krystyna Nasiłowska zaangażowała się w pomoc córce, Annie, opiekowała się trzema wnuczkami, Dorotą, Dominiką i Joanną. Jej pasją stały się działki i zwierzęta, zwłaszcza koty. Córce powiedziała, że nie ma większego szczęścia niż patrzenie na to, jak rosną rośliny, które sama posiała i pielęgnowała. Wnuczce Dominice mówiła, że najfajniejsze w jej życiu było kierowanie traktorem. Wszyscy wiedzieliśmy, jak wiele radości czerpała z opieki nad kotami.

Była prekursorką ekologii, sama skrupulatnie przetwarzała resztki i wymagała tego od swoich bliskich. Według niej najlepiej byłoby nie kupować żywności, ale wytwarzać ją samodzielnie na własne potrzeby. Do końca samodzielna, aktywna; wydawała się niezłomna. Nie wyobrażała sobie zależności od innych. W źnym wieku zdecydowała się na operacje obu bioder, żeby móc pracować na działce. Trzecie piętro, na którym mieszkała, nie stanowiło dla niej problemu.

Jej stan pogorszył się w wyniku zuchwałej kradzieży, do jakiej doszło w jej mieszkaniu. To było wielkie upokorzenie, tym bardziej, że osoby, które ją okradły, początkowo deklarowały dobre intencje. Krystyna Nasiłowska podkreślała, że jej matka uczyła ją, że zawsze trzeba udzielać pomocy, to nasz chrześcijański obowiązek i zobowiązanie ludzi wykształconych, czyli bardziej świadomych. Kilka dni po tym zajściu córka znalazła ją nieprzytomną. Mimo troskliwej opieki w szpitalu zmarła, nie odzyskawszy świadomości.

Żegnamy Ją, dziękując za wszystko.

Anna Nasiłowska

Czekanie

Czekam na książkę „Wolny agent Umeda i druga Japonia”. Powinna wyjść z drukarni w następnym tygodniu. Tymczasem pomagam pani profesor z Bułgarii w zdobyciu informacji na temat Adama Tarnowskiego, ambasadora Polski w Sofii do 1940 roku, następnie w Londynie  ministra spraw zagranicznych Rządu RP na Uchodźstwie. Na razie tylko udaje się  zdobyć wiadomości na NIE: nie był spokrewniony w Tarnowskimi z Dzikowa, nie był synem Adama Tarnowskiego, dyplomaty w służbie Austro-Węgier, kilka sprostowań do biogramu zamieszczonego w Wikipedii. Bardzo cenię Wikipedię, ale trzeba uważać! I dodawać, prostować, dyskutować. Niedawno dodałam hasło dotyczące mojego dziadka,  Henryka Skierkowskiego, którego imię nadano rondu w Rawie Mazowieckiej, gdzie mieszkał i tam stworzył odmianę cebuli „rawskiej”, do dziś w użyciu. Data urodzenia (1899) różni się od innych źródeł, bo to jest ta faktyczna, a nie wg carskich dokumentów (1901), gdzie starano się manewrować, aby nie groził pobór do wojska. Sam się zgłosił – ale do Legionów!!