Archiwa tagu: anna nasiłowska

Spotkanie o „Historii literatury polskiej”

Polski PEN Club

ma zaszczyt zaprosić na

SPOTKANIE

W SALONIKU POLSKIEGO PEN CLUBU

Gościem spotkania będzie

profesor

ANNA NASIŁOWSKA

Prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich

autorka nowej syntezy dziejów

piśmiennictwa ojczystego

od Średniowiecza do literatury po 1989 roku:

HISTORIA LITERATURY POLSKIEJ

(Instytut Badań Literackich PAN, 2019)

Spotkanie zagai

Prezes Polskiego PEN Clubu

ADAM POMORSKI

Spotkanie odbędzie się w czwartek 21 listopada 2019

w saloniku Polskiego PEN Clubu w Warszawie,

Krakowskie przedmieście 87/89, II p.

Początek o godzinie 18.

Moja „Historia literatury polskiej” ukazała się we wrześniu 2019 roku w Wydawnictwie IBL PAN. Początkowy nakład tak szybko zniknął z księgarni oraz magazynu Wydawnictwa, że konieczny był dodruk, który zapewne także zniknie.

Dyskont slow -uzupelnienia

 

outsourcing – w Anglii temat outsourcingu, pojawiający się w polskim reportażu (który pobieżnie streszczam moim znajomym), wywołuje zdziwienie.

– Więc u was to dotyczy sprzątaczek? – pyta Patrick. – Waszych?

-Tak, sprzątaczki, pielęgniarki, ochroniarze – wyjaśniam. Firma nie zatrudnia pracowników, ale podpisuje umowę z inną firmą, która nie ma pracowników, wszystkim daje czasowe umowy, płaci za pracę jak chce i kiedy chce, poza tym pracujący nie mogą korzystać z ochrony w razie choroby a o urlopach lepiej, żeby zapomnieli, bo i tak ich nie będzie stać.

Patrick z niedowierzaniem kręci głową.

– U nas w Anglii outsourcing znaczy, że jakieś usługi wykonywane są za granicą, najczęściej w innej strefie czasowej. Na przykład infolinia banku jest obsługiwana w Indiach…

Nie będę się z nim kłócić, w końcu jest doświadczonym emerytem i na dodatek byłym wydawcą czyli specjalistą od słów.

– O tak! to mogą być na przykład ubezpieczenia – dodaje jego żona – Ja to miałam! Dzwonię, słyszę głos, o, jaki akcent, po prostu niewyobrażalny, i co ten głos mówi: witamy serdecznie missis, mamy dla niej świeżą polisę na życie…

-O, z Indii nie widać, z kim się rozmawia … – próbuję wyjaśniać.

– To nie jest usprawiedliwienie!

Straszne zamieszanie z tym outsourcingiem. Trudno się przebić z polskim tematem, skierować uwagę rozmówców na biednych pracujących w Polsce dla szacownych instytucji, ale nie mających szans na zatrudnienie w nich.

Wszelka dyskusja nie ma sensu, bo przecież nie można Anglików uczyć angielskiego. Pozostają przy problemie złego akcentu i ekstrawaganckiego użycia słowa missis czyli nietaktu, jaki się trafił pracownikowi infolinii w Indiach czy Bangladeszu.

Nasza rozmowa świadczy o tym, że polgielski jest specjalnym narzeczem i znajomość zwykłego angielskiego do zrozumienia polskiej wersji jest warunkiem niewystarczającym.

 

Pierwsza recenzja „Żywiołów”, zawstydzająco pochlebna

Piotr Müldner-Nieckowski

 

Wszystko na opak: o czasach, w których kobiety (sprytnie, bo zza kurtyny) najpełniej rządziły światem, nawiedzony feminizm powiada, że mężczyźni patriarchalnie je wtedy najbardziej gnębili; i jeszcze: jakże często w poezji pisanej przez kobiety czuje się ten ich wysiłek, tę pasję, tę pracę mózgu i mięśni, żeby wiersze były męskie, za wszelką cenę. A nie można normalnie, naturalnie? Można. Ta książka jest tak kobieca, że trzeba się zastanowić, jak to w tym kontekście jest możliwe. Najpierw Grecja, Grecja, Rzym, Rzym, wraca nowe starożytne, a emocje są chwilami jak u najlepszego Kawafisa, tylko płeć inna. To na przykład w pięknej literackiej rzeźbie pt. „Safona”. Trudno powiedzieć, czy to jeszcze proza, czy już poezja, poetka sama się nad tym zastanawia. I przyznaje, że nie wie. O poetyckości nie decyduje w tym tomiku forma, znaczenie ma przede wszystkim klimat, niczym w „Klimatach” André Maurois, tyle że fraza Nasiłowskiej jest nieporównanie lepsza. Ani jednego zbędnego słowa, ani jednej podwójnej puenty, ani jednego przesłodzenia. Można śledzić analizy tajemnic kobiecości, a nie sztucznie klejone maski, z których dla psychologii (i tym samym zwykłego czytelnika) jak dotąd na ogół nic nie wynikało. Rozpiętość między pustym pięknem a głęboką urodą wypełnia się w tej książce tym, czego na co dzień nie potrafimy zrozumieć, a tym bardziej czego prawie nikt nie umie zwięźle definiować. Uderza odwaga autorki w podejmowaniu tematów boleśnie banalnych, z których wychodzi więcej niż obronną ręką. Chwilami odnoszę wrażenie, że cała ta książka została przez nią ułożona po to, żeby znaleźć pretekst do opublikowania czytelnego ale skomplikowanego utworu „Modelki”, który niczym walec przetacza się po naszych wyobrażeniach o płytkiej, celebrycko-popartowskiej kulturze dzisiejszych czasów. Prawda – jak się okazuje – nie jest ani prosta, ani banalna, ale musiało ją dostrzec bystre oko i podać sprawne pióro.

 

Piotr Müldner-Nieckowski

Anna nasiłowska, Żywioły, wydawca: Staromiejski Dom Kultury, maj 2014

Co się stało, że postanowiłam opublikować zbiór wierszy? Po prostu trochę się ich zebrało w ciągu ostatnich lat. W większości publikowane były w żnych pismach literackich, niektóre doczekały się przekładów na żne języki, co wiąże się z moimi podróżami. Tłumaczenie poezji wymaga dobrego ucha, ale i tak zawsze okazuje się, że najłatwiej jest przełożyć wiersz. Potem można go użyć: przeczytać na spotkaniu, opublikować. Nie zajmuje dużo miejsca ani czasu, nie wymaga wstępów, zwykle dobrze znosi zmianę.

Opublikowałam tomik, bo przestałam się przejmować. Krąży mnóstwo zaleceń, czego prawdziwy poeta powinien się wystrzegać. Publicystyki, komentowania, retoryki, opowiadania, stylu wysokiego. Wszystko torobię, choć jako krytyk dobrze znam te poglądy. Gdyby wziąć serio tego rodzaju ograniczenia, wychodzi na to, że poezję najlepiej robić z niczego. To jest wyzwanie! Niektórzy to potrafią i nawet są w tym dobrzy. Jest jednak pewien koszt wierności ograniczeniom estetycznym. Enigmatyczność. Poezja przez ostatnie sto lat skupiła się na języku, porzuciła narracyjność, dawne gatunki epickie umarły; jej pole stało się wąskie, choć zasilane i uprawiane było niezwykle fachowo.

Za późno, żebym usiłowała wymyślić nowy styl, dokonać rewolucji artystycznej, i nawet na to bym zaczęła myśleć o sobie przede wszystkim jako o poetce też jest za późno. Jestem prozaiczką i autorką biografiito są moje role artystyczne. Poza tym jest jeszcze zawód profesora literatury, który uprawiam. Poezja jest trochę od święta. Moja dykcja jest dość staroświecka, czyli klarowna. Czasami mam coś do powiedzenia, co wymaga użycia poezji. Nie domaga się tego moje “ja”, ale coś, co pojawia się z zewnątrz, ze świata jako niewyjaśnione, poruszające czy niezwykłe.

Cykl próz greckich wiąże się z moimi podróżami na wyspę Lesbos. Podarowano mi dość niezwykłe doświadczenie, byłam tam nie jako turystka, mogłam poczuć atmosferę, zobaczyć niezwykłe miejsca. Pejzaż w okolicach małej miejscowości Skala Kalonis to chyba najpiękniejsze miejsce na świecie, jakie widziałam. Z portu i plaży widać ogromną, płytką zatokę, zamkniętą cieśniną między dwoma wzgórzami. Gdy byłam po raz pierwszy, powietrze w cieśninie drżało. Wydawało mi się, że widzę ziemię świeżo stworzoną, taką jaka wyszła spod kosmicznej ręki.

“Modelki” powstały obok projektu fotograficznego mojego męża. Jak dotąd nie udało nam się  zaprezentować nigdzie całości złożonej ze zdjęć i tekstu, ale sam tekst się broni. Równie dobrze mógłby stać się słuchowiskiem radiowym, lub materiałem do przedstawienia.

To bardzo dziwne wrażenie, gdy robi się coś po raz pierwszy. To jest mój pierwszy tom, choć wracam w ten sposób do początków mojego pisania.

Położne

-1Oksiążce Sylwii Szwed, Mundre, Wydawnictwo Czarne, 2014

 

Kiedy w 1983 roku rodziłam swoją pierwszą córkę do kobiety, która była przytwierdzona pasami do łożaboleści na saliporodowej po mojej prawej stronie, położne krzyczały: “Ty krowo! (bo krowa ryczy). Do kobiety po lewej: “Ty świnio! (bo się spasła). Ja ze strachu byłam cicho, co okazało się  złą taktyką, bo nikt się mną nie zajął. Tak wtedy wyglądały polskie szpitale. Pełne odcięcie od rodziny, dziecko na osobnejsali. Ale już wtedy po korytarzu krzątała się niesamowita osoba, która usiłowała pomóc w rozpoczęciu karmienia piersią. Oficjalnieledwie ją tolerowano, ale to była pierwsza jaskółka zmian. Wspominam ją z wdzięcznością dotej pory.

W latach dziewięćdziesiątych nastąpiła rewolucja w podejściu do rodzących. Nowe metody, porody rodzinne i domowe, możliwość poruszania się i wyboru pozycji, dziecko razem z matką, nastawienie na pomoc (a nie przemoc). Przez pewien czas wydawało się, że ta zmiana jest jednym z niewątpliwych, wymiernych efektów demokracji. Można było zobaczyć w porodzie kluczowy moment egzystencji. Rola położnej zmieniła się: to nie wykonawczyni odgórnych instrukcji, ale doświadczona przewodniczka, która wie, że potrzebna jest współpraca z rodzącą. Ba! W grę wchodzą nawet uczucia, bo pozwalają pozbyć się lęku, który blokuje otwarcie.

Jesteśmy w tej chwili w dziwnym momencie. Z jednej strony: poszukiwania poziomu reakcji instynktownych i nurt ekologiczny. Z drugiej: coraz większa medykalizacja porodu, rosnąca liczba cesarskich cięć. To, co mają do powiedzenia położne, pozwala wśród sprzeczności zaprowadzić pewien ład. Nie bez przyczyny w różnych kulturach tradycyjnych przypisywano kobietom pomagającym przy porodzie mądrość, a nawet dostęp do ciemnych sił magii. One stoją u początku życia, widzą splot bólu i nadziei.

Anna Nasiłowska, pisarka, autorka“Traktatu o narodzinach” i “Księgi początku”

 

„Żywioły. Wiersze i prozy poetyckie” – wkrótce

Ostanie prace przygotowawcze: okładka, korekta, przymiarki. Jak ładniej?
Jak lepiej? Tomik będzie w kwietniu, wydawcą jest Staromiejski Dom Kultury w Warszawie. Pomijając debiut prasowy z 1977 roku w „Nowym Wyrazie” – będzie to mój debiut poetycki.
A więc jest jeszcze coś, co może zdarzyć się pierwszy raz. Jeszcze nie wszystko zostało spróbowane, ujawnione.
Jeszcze jest wiele dziedzin, na których mogę być debiutantką.
ekscytujące poczucie!