Barbara Toporska

Dla Programu II Polskiego Radia przygotowuję się do audycji o Barbarze Toporskiej. Była żoną Józefa Mackiewicza, jej twórczość pozostaje w cieniu męża, przesłonięta jego osobowością, w cieniu „sprawy Mackiewicza”, jego poglądów… A przecież jest to pisarka o własnym stylu, o specyficznym sposobie patrzenia na świat. Bardzo kobieca – w dobrym sensie, jeśli komuś określenie „kobieca” kojarzy się ze stereotypem, powinien to przemyśleć. Nie ma w niej nic stereotypowego, także barak cech ‚pisarza  zaangażowanego”, które są tak widoczne u jej męża! A przecież jej twórczość – mocno naznaczona historią. Wspaniałe wyczulenie na szczegóły. W publicystyce często pisała o modzie – chwaląc modę jako zjawisko, jako sposób, by kobieta czuła się szczęśliwa. Nareszcie jej twórczość została wznowiona. Przez Wydawnictwo Kontra, po długotrwałym konflikcie. Obawiam się, że czas odkrywania i zapełniania „białych plam” minął, a przecież Toporska bez wątpienia zasługuje na swoje miejsce…

„Wolny agent Umeda i druga Japonia”

Jeszcze ciągle ostatnie poprawki… Ileż to tematów: historia Polski XX wieku widziana z perspektywy związków z Dalekim Wschodem, Ukraina, Mandżuria, Bułgaria podczas II wojny światowej. Historia Japonii. PRL, historia opozycji, potem – Solidarność. Energetyka, w tym – katastrofa elektrowni w Fukushimie.

I jakoś tak się ułożyło, że ta książka obejmuje czas od konnego przejazdu barona Fukushimy przez ziemie zaboru rosyjskiego po katastrofę w Fukushimie, która splotła się z losem Yoshiho Umedy.

Rodziewiczówna

Ponieważ po dwukrotnej korekcie 470 stron książki „Wolny agent Umeda i druga Japonia” jestem zmęczona, ratuję się lekturami. Ciąg dalszy Rodziewiczówny: „Anima Vilis” i „Pożary i zgliszcza”, obie mają związek z powstaniem styczniowym, obie – osnute na materiale wspomnień rodzinnych. „Pożary i zgliszcza” są dość dziwnym obrazem, troszkę komediowym, przerysowanym, nie ukrywającym stereotypowości. Ta książka nie bardzo się autorce udała. Ale za to „Anima vilis” o Syberii – bardzo ciekawa. Obie mówią o tym, jak szlachta miała serdecznie dość bycia „warstwą wyższą”. Syberię chwali się jako miejsce demokratyczne – niezależnie od zamożności, gdy trzeba coś zrobić, wszyscy pracują, a milioner może siedzieć przy jednym stole z biedakiem.

Nowa książka

Moja nowa książka idzie do druku. „Wolny agent Umeda i druga Japonia”, 474 strony.

Pracowałam nad nią dwa lata. Inicjatywa wyszła od Yoshiho Umedy. Zdawałam sobie sprawę, że zwraca się do mnie ktoś poważnie chory. On też sobie zdawał sprawę, że w pewnym momencie może go zabraknąć. O książce myślał od długiego czasu. Miał zgromadzonych mnóstwo materiałów (dokumenty, fotografie, wywiady, filmy), które dostałam na dysku. Z początku – przerażenie, opanowanie zawartości zajmie mi co najmniej rok… poza tym najbardziej lubię etap wstępny, poszukiwanie dokumentów do biografii.

4 maja 2012, gdy już prace były mniej więcej w połowie – Yoshiho zmarł. Zobowiązanie stało się jeszcze poważniejsze. Pisałam przez całe wakacje.

Już po śmierci Yoshiho natrafiłam na wiele nowych faktów dotyczących jego ojca.

Przygotowuję się do audycji radiowej na temat Marii Rodziewiczówny. No i cóż, czytam powieści. „Dewajtis”, ‚Szary proch” – obie to powieści litewskie, nawet więcej – żmudzińskie. Bardzo interesujące pod względem społecznym i odniesień geograficznych. Jeśli załatwia się sprawy formalne, czy ktoś potrzebuje prawników – jedzie do Kowna. Jeśli hulanki ale i edukacja – to do Rygi. A zagranica, gdzie można zarobić pieniądze, ale i żyje się między obcymi – to Szczecin. Głębsza edukacja – Paryż. Mnóstwo niedomówień, ze względu na niecenzuralny temat powstania styczniowego. Dla pierwszych czytelników było to czytelne. Powieści Rodziewiczówny dobrze się zestarzały. Niektóre książki starzeją się źle – stają się nieczytelne. Rodziewiczówna zestarzała się dobrze: naiwniutkie schematy fabularne nie są istotne, na plan pierwszy wysuwa się obraz życia. Szlachecki zaścianek, dwór, chłopstwo – takie to istotne, a nikt już nie może o tym ze swego, bezpośredniego doświadczenia wiele powiedzieć. A więc trzeba czerpać z książek.