Władysław Bartoszewski

Władysław Bartoszewski wielokrotnie ostrzegał, że nie jest nieśmiertelny. A to wtrącał, że obiecuje, ale nie na sto procent, bo w jego wieku zgrzeszyłby brakiem przezorności, a to dodawał jeśli dożyję – co nie jest pewne… Wyglądało to na kokieterię, bo obserwując jego energię, pasję, jasność wypowiedzi, podziwiając tempo mówienia i inteligencję – trudno było uwierzyć, że liczy się ze swoim odejściem. W wielu sprawach miał rację, w tej – niestety – też się nie pomylił.
Pasuje do niego to, jak to się stało: że ostatni dzień swojego życia, 24 kwietnia 2015 spędził w pracy. Nie chorował, poczuł się źle po powrocie do domu.
Znałam go z PEN- klubu, ale cóż o nim można by powiedzieć, czego by nie wiedziano powszechnie? Był właśnie taki, jakim się prezentował. W swoich wypowiedziach emocjonalny, pełen pasji, nieobojętny. Niektórzy z trudem znosili, że wciąż mówił „ja”, choć poruszał tematy ogólne, polityczne i historyczne. Dlaczego wciąż to „ja”? On nie mówił z jakiegoś uniwersalistycznego punktu widzenia, ale własnego, czyli politycznego, historycznego, a więc relatywnego. Poza tym prezentował stanowisko zgodne w własnym doświadczeniem, wynikające z jego przeżyć i roli świadka historii: więźnia obozu koncentracyjnego, współpracownika komitetu Żegota, kronikarza wojennej Warszawy, więźnia politycznego, a potem niezależnego intelektualisty.
Dużo tego na jedną biografię. Toteż bardzo mnie onieśmielał, gdy zwracał się do mnie : Droga koleżanko…
W 2013 roku Polski PEN- Klub, współorganizujący konferencję „Writting Freedom” w Krakowie, poprosił Władysława Bartoszewskiego, by zaprezentował się międzynarodowej publiczności. Pomysł był mój, ale to przecież żadna zasługa, raczej oczywistość. Bartoszewski był znany w Niemczech, ale wielu pisarzy z różnych krajów o nim nie słyszało. Jego wypowiedź zrobiła na gościach konferencji niesamowite wrażenie. Z uśmiechem obserwowałam jak międzynarodowy Prezes John Rawlston Saul usiłuje dogonić oddalającego się szybko Bartoszewskiego, aby poprosić go o autograf. Francuski poeta, Silvestre Clancier zauważył to „ja” Bartoszewskiego, jego reakcja trafiła w sedno: gdy on mówi „ja”, nie można mu nic zarzucić. Świadek historii składa relację, wyższe piętra narracji historycznej nadbudowuje się na tym pierwszym akcie dawania świadectwa.
Wtedy na konferencji Bartoszewski złapał mnie „za guzik”. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi, ale on mnie przytrzymał i zaczynając od słów: „droga koleżanko…” wygłosił pochwalę mojej książki „Wolny agent Umeda i druga Japonia”. Powiedział, że nie wyobraża sobie, że można by lepiej wykonać zadanie, jakie stało przede mną jako autorką. Spłoniłam się jak pensjonarka.
Trochę byłam zdziwiona, gdy w jakiś czas później, otrzymałam od Bartoszewskiego list, a właściwie ozdobną kartę. Tam napisał to jeszcze raz. Wiem dlaczego. Historyk. Scripta manent. Zostawia się dokumenty, rozmowa jest zbyt ulotna. Na karcie była reprodukcja obrazu: Eros i Psyche. To znany temat w sztuce, traktowany niezwykle sentymentalnie. Młodzieńczy Eros pochyla się nad piękną Psyche, zachwycony jej urodą. No proszę, autorytet moralny, ale trochę filut!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s