Twórcze pisanie dla dzieci

Styczeń 2015; zajęcia z pisania dla dzieci 610 lat w Domu Literatury w Warszawie.

Wymyślamy bohaterów i historie.

Najpierw bohaterowie.

Na przykład Książkojad, Mól Książkowy, Miś Benio.

Pan Ciacho.

Ale jakie Ciacho? Pączek? Pączek z dziurką? Rurka z kremem? Okazuje się, że to jest baba, ustrojona od góry posypką. Chłopiec rysuje uśmiechniętego Pana Ciacho.

I zaczątek historii się już pojawia, bo dziewczynki zastanawiają się, czy Ciacho jest nadgryzione, czy nie.

Pewna dziewczynka lubi jako bohaterów swoich historii rzeczy do jedzenia. Może być Słoik z Dżemem. Pasztet. Kiełbasa.

Powstaje historia o panu profesorze, który wziął do pracy śniadanie, ale jogurt mu uciekł i profesor go szukał.

Był też Pan MasłoExtraMaślane, w formie kostki. Lubił ćwiczenia fizyczne, bo bardzo chciał schudnąć. Uważał, że jest za tłusty. Pakował, topił się, kapały z niego krople

Pojawił się też Prezydent Kotów i jego wielka przygoda. Spotkał Prezydenta Psów.

Królik poszedł do kawiarni. Zamówił krupnik. Kelner przyniósł mu, postawił, a królik skakał, skakał z radości, że aż wskoczył na stolik i wylał wszystko. I taki był tragiczny koniec tej historii.

Inny królik znalazł w trawie mały pieniążek. Przyszedł do kawiarni i zamówił ciasteczko. Kelner postawił mu, królik odwrócił się i wtedy wróbelki wydziobały mu wszystko, tylko kilka okruszków zostało. Zamówił następne. I znowu. Zamówił następnei znowu to się stało. I tak królik zadłużył się aż po same uszy.

Pewnego dnia do PEN Klubu z gniazda jaskółek wypadło ogromne złote jajo. Nie było to jajo jaskółcze, ale zaczarowane. Rosło i błyszczało. Potem zaczęło trzeszczeć i popękało. I wtedy ze złotego jaja wylęgły się trzy koty i jeden pies. Siadły przy biurku i mówią:

Hmmm, penrozumiemy, co to pen!

Dajcie nam długopis!

Będziemy pisać książkę!

A w kawiarni wydarzyła się jeszcze inna przygoda.

Zwierzęta, pies Zima, kot Śnieżynka i Gepard przyszły na ucztę żując gumę balonową. Nie wiedziały, co z niż zrobić, więc przykleiły ją na ścianę. Piły wino. Plotkowały. Fajkę paliły. Pani jako to zobaczyła, to upadła.

A zwierzęta:

Co się stało z tą panią?

Straciła przytomność! – mówi Gepard.

Zwierzęta zawołały pogotowie.

Pani się ocknęła i mówi:

Wino? Guma na ścianie? Należy się sto złotych!

Zwierzęta nie miały i uciekły. Pogotowie przyjechało. I tam był jeden taki sanitariusz. jak on zobaczył tę panią, to zapomniał, że jest w pracy i ma ją ratować i natychmiast się zakochał. I wrócili do domu objęci.

I taki był happy end.

Reklamy