Kolejka

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie wcześnie – o 5.50 przed przychodnią, postanowiłam bowiem po raz pierwszy zobaczyć mojego lekarza rodzinnego. Ot, fantazja! Niestety, wymuszona okolicznościami. Przed zamkniętym drzwiami stało już kilkanaście osób, głównie starszych. Niektórzy o kulach. Tuż po mnie przybył emeryt o dwóch laskach i z braku innego miejsca umościł się na skrzyni na piasek. O 6.30 otworzono podwoje przychodni. Tłum był już gęsty, wlał się do holu i nie dla wszystkich starczyło miejsc siedzących. Ja byłam dość szybka, w końcu poruszam się bez laski. Atmosfera miła, bez nadmiernej rywalizacji. Pan na krzesełku z lewej wyciągnął książkę Rafała Ziemkiewicza. Pan po prawej – „Czas honoru”. Wszystko to są dawki placebo: marzenia o tym, żeby rozwalić „układ rządzący” lub pamięć o czynach heroicznych. O 7.00 kolejka sformowała zwarty szyk. Z pewnym trudem rozpoznałam emeryta w czapce, który mnie poprzedzał. Emeryt za mną (ten o dwóch laskach) życzliwie dzielił się ze mną swoimi doświadczeniami, na którym bazarku są tańsze warzywa. Trzeba tylko jechać 45 minut metrem!

Kto powiedział, że kolejki to PRL? W ten sposób już pod wieczór zdobyłam skierowanie do ortopedy. Niestety, w tej przychodni zapisy do lekarza tej specjalności wstrzymano. Najbliższe terminy były na początek stycznia – następnego roku…

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s