Anna nasiłowska, Żywioły, wydawca: Staromiejski Dom Kultury, maj 2014

Co się stało, że postanowiłam opublikować zbiór wierszy? Po prostu trochę się ich zebrało w ciągu ostatnich lat. W większości publikowane były w żnych pismach literackich, niektóre doczekały się przekładów na żne języki, co wiąże się z moimi podróżami. Tłumaczenie poezji wymaga dobrego ucha, ale i tak zawsze okazuje się, że najłatwiej jest przełożyć wiersz. Potem można go użyć: przeczytać na spotkaniu, opublikować. Nie zajmuje dużo miejsca ani czasu, nie wymaga wstępów, zwykle dobrze znosi zmianę.

Opublikowałam tomik, bo przestałam się przejmować. Krąży mnóstwo zaleceń, czego prawdziwy poeta powinien się wystrzegać. Publicystyki, komentowania, retoryki, opowiadania, stylu wysokiego. Wszystko torobię, choć jako krytyk dobrze znam te poglądy. Gdyby wziąć serio tego rodzaju ograniczenia, wychodzi na to, że poezję najlepiej robić z niczego. To jest wyzwanie! Niektórzy to potrafią i nawet są w tym dobrzy. Jest jednak pewien koszt wierności ograniczeniom estetycznym. Enigmatyczność. Poezja przez ostatnie sto lat skupiła się na języku, porzuciła narracyjność, dawne gatunki epickie umarły; jej pole stało się wąskie, choć zasilane i uprawiane było niezwykle fachowo.

Za późno, żebym usiłowała wymyślić nowy styl, dokonać rewolucji artystycznej, i nawet na to bym zaczęła myśleć o sobie przede wszystkim jako o poetce też jest za późno. Jestem prozaiczką i autorką biografiito są moje role artystyczne. Poza tym jest jeszcze zawód profesora literatury, który uprawiam. Poezja jest trochę od święta. Moja dykcja jest dość staroświecka, czyli klarowna. Czasami mam coś do powiedzenia, co wymaga użycia poezji. Nie domaga się tego moje “ja”, ale coś, co pojawia się z zewnątrz, ze świata jako niewyjaśnione, poruszające czy niezwykłe.

Cykl próz greckich wiąże się z moimi podróżami na wyspę Lesbos. Podarowano mi dość niezwykłe doświadczenie, byłam tam nie jako turystka, mogłam poczuć atmosferę, zobaczyć niezwykłe miejsca. Pejzaż w okolicach małej miejscowości Skala Kalonis to chyba najpiękniejsze miejsce na świecie, jakie widziałam. Z portu i plaży widać ogromną, płytką zatokę, zamkniętą cieśniną między dwoma wzgórzami. Gdy byłam po raz pierwszy, powietrze w cieśninie drżało. Wydawało mi się, że widzę ziemię świeżo stworzoną, taką jaka wyszła spod kosmicznej ręki.

“Modelki” powstały obok projektu fotograficznego mojego męża. Jak dotąd nie udało nam się  zaprezentować nigdzie całości złożonej ze zdjęć i tekstu, ale sam tekst się broni. Równie dobrze mógłby stać się słuchowiskiem radiowym, lub materiałem do przedstawienia.

To bardzo dziwne wrażenie, gdy robi się coś po raz pierwszy. To jest mój pierwszy tom, choć wracam w ten sposób do początków mojego pisania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s