Przedmowa do wydania bułgarskiego „Czteroletniej filozofki”

Od autorki, przedmowa do wydania bułgarskiego książki “Czteroletnia filozofka”

Każdy z nas był dzieckiem. Niektórzy lubią siebie wylącznie w swojej dorosłej postaci. Z trudem mieści im się w głowie, że zawsze tak było. Jest takie polskie powiedzenie: „zjadł wszystkie rozumy”. Dorosłemu łatwo jest wierzyć we własną mądrość, ma za sobą autorytet książek, które przeczytał i przetrawił oraz świadectwa szkół, które ukończył. Wszystko, co sobie przyswoił i czego doświadczył, tworzyło go i to jest nim, jego pamięcią, psychiką. Człowiek dorosły wierzy też w naukę, choć z drugiej strony wie, jak wiele jest teorii jest sprzecznych ze sobą. Podstawowe pytania nie doczekały się zadowalającej odpowiedzi. Nie wiemy, co jest wrodzone, a co nabyte, w jakim stopniu kategorie, w których ujmujemy świat, zostają wdrukowane w nasz umysł wraz z przyswojeniem sobie konkretnego języka i kultury. Nie spodziewamy się też, który z powszechnie obowiązujących w tej chwili poglądów w ciągu najbliższych lat zostanie odrzucony jako fałszywy; gdybyśmy potrafili to przewidzieć, być może sami byśmy się go czym prędzej wyrzekli, choć kto wie, jak dotkliwy byłby stan dysonansu poznawczego, w jaki by to nas wtrąciło.
Dziecko, które niewiele jeszcze uszczknęło z wielkiej księgi, dziwi się światu przez cały czas. Bawi się, cieszy i wpada w przerażenie, odkrywając paradoksy. Cztery lata to wiek nieomal genialny. Jakiego wysiłku, jakiej chłonności umysłu trzeba, by opanować język? Jednocześnie trzeba jako tako uporządkować sobie świat, który wydaje się zagadkowy i nieprzewidywalny. Czterolatek przypomina poetę, jest tak samo twórczy, zdolny do śmiałych metafor i wymyślania własnych koncepcji. Nie posługuje się językiem zastanym, pełnym utartych formuł, bo jeszcze ich nie zna. Poeci o tym wiedzą, zazdroszczą dzieciom. Mój kolega, poeta Tomasz Jastrun, syn dwojga poetów, jako dziecko, pytał: dlaczego jabłko ma tylko głowę? Zapisał to jego ojciec, poeta. Po latach Tomasz napisał, że mimo wielu prób w całym dorosłym życiu nie udało mu się wymyślić tak odkrywczego i tak krótkiego wiersza.
Wielki polski pedagog Janusz Korczak uważał, że najlepiej byłoby uczyć się języków obcych u czterolatków. W czasie wojny rosyjsko- japońskiej jako lekarz wojskowy przebywał w Mandzurii. W pisanym w 1942 roku warszawskim getcie Pamiętniku, którego zapisy urywają się na kilka dni przez wywiezieniem Korczaka wraz z dziećmi z żydowskiego sierocińca do obozu zagłady, tak wspominał swoje lekcje chińskiego:
„Biedna moja czteroletnia Iuo-Ja z czaasów wojny japońskiej. Dałem jej dedykację swoją w polskim języku.
Cierpliwie uczyła niezdolnego ucznia po chińsku.
Owszem, niech będą instytuty języków wschodnich. Owszem, profesorowie i wykłady.
Ale każdy musi rok spędzić w takiej wschodniej wiosce i przejść kusrs wstępny u czterolatka.
Po niemiecku uczyła mnie mówić Erna – już Walter i Frieda byli za starzy, już gramatyczni, książkowi, podręcznikowi, szkolni.”
Uczyć się u czterolatka? Niektórzy powiedzą, że to szaleństwo i odwrócenie naturalnej hierarchii. Dziecko ma się uczyć od dorosłego, nigdy odwrotnie. Korczak uważał, że dziecko trzeba traktować jak partnera.
Trudno zaprzeczyć, że czterolatek, który niedawno przyswoił sobie struktury językowe, wie, co jest trudne, i jak to zapamiętać. Ma świeże wyczucie logiki systemu konkretnego języka i zna jego potencjał, łącznie z niezrealizowanymi możliwościami. Zadając pytania i słuchając odpowiedzi, wyczuwa też słabe punkty dorosłej wiedzy o świecie lepiej niż niejeden filozof. Jeszcze się nie przyzwyczaił, nie został urobiony przez gotową wiedzę, stereotypy i przekonanie, że skoro inni tak sądzą, nie warto samodzielnie myśleć.
Książka Czteroletnia filozofka powstawała w 2003 roku, gdy moja najmłodsza córka Joanna miała cztery lata. Ponieważ w przedszkolu, do którego poszła, spotkała się z agresją przekraczającą jej wytrzymałość i możliwości reagowania, spędzałyśmy sporo czasu razem. Przygotowywałam się w tym czasie do pisania biografii pary filozofów Jean- Paul Sartre’ a i Simone de Beauvoir. Ze zdumieniem odkryłam, że wiele pytań, z jakimi zmaga się moja mała córka, ma w istocie sens filozoficzny. Jej problemy oscylują wokół przewidywalności bądź nieprzewidywalności zdarzeń, związku nazwy językowej z desygnatem oraz imienia z osobą, liniowej lub cyklicznej natury czasu, poznawalności bądź niepoznawalności reguł, śmierci, istnienia przed narodzinami i niepowtarzalności jednostkowej egzystencji. W jej głowie odzywają się też echa mitycznych opowieści z wielu kultur. Niemały bagaż pytań!
Starałam się zapisać to tak, jak było formułowane, nie dodając komentarza, który mógłby zniekształcić i zaburzyć obraz. Oczywiście, pewne sformułowania i scenki są śmieszne. Znakomicie! Śmiech jest dobrą reakcją, dowodzi spontanicznego odkrycia czegoś nieprzewidzianego. To świadczy, że i dorosły umysł zachwał giętkość.
W moim przekonaniu nie jest to książka o przygodach konkretnej dziewczynki, ani o genialnym dziecku. To zapis przygody poznawczej młodego, giętkiego umysłu, którego śmiałość zadziwia. Jest to wgląd w sytuację, która jest typowa, modelowa i świadczyć może o naturze ludzkiego (czyli dziecięcego) poznania. Oczywiście, Joanna była i jest dzieckiem zdolnym, wrażliwym i twórczym. Etap wczesnego dziwienia się światu często pozostaje niewypowiedziany, gdyż zdolności formułowania myśli w języku są jeszcze mocno ograniczone. Tu – trafiła się dziewczynka, która potrafiła o tym mówić. A także – mama, która przy swoim trzecim dziecku, nareszcie nauczyła się słuchać! Gdyż wielkie dziecięce problemy, nawet jeśli są przez dzieci wypowiadane, bardzo często bywają leceważone, nawet przez pedagogów, którzy „najedli się mądrości” i zbyt łatwo biorą własne przekonania za prawdę.
Winna jestem kilka słów czytelnikom, którzy są ciekawi, kim jest obecnie bohaterka tej książki. Joanna ma lat trzynaście. Nadal jest osobą bardzo twórczą. Przez kilka lat chodziła na zajęcia rzeźby w glinie, potem – pociągała ją gra na gitarze, a od pewnego czasu pisze własne powieści. Niestety, z reguły ich kończy. Są to zwykle utwory inspirowane nutrem fantasy. Właśnie dziś, gdy piszę te słowa, wróciła z zajęć szkolnego kółka literackiego. Zwykle omawiają tam własne utwory, jej opowiadania są bardzo chwalone. Dziś jednak dyskutowali o powieści Patricka Süskinda Pachnidło.
– Wiesz – powiedziała mi ta młoda osoba – odkąd sama piszę, inaczej odbieram książki. Podziwiam autora, że napisał całą powieść. Ja miałam podobny pomysł, ale wyszło mi z tego tylko kilkustronicowe opowiadanie.
Poza tym w tej chwili pozostaje pod wpływem silnym japońskiej mangi i ma zamiar uczyć się japońskiego.
Czyta sporo, jest jednak w domu pewna ważna książka, której nie czytała. Tą książką jest Czteroletnia filozofka. Na początku nie chciałam, aby dojrzewając do etapu przyswajania wiedzy książkowej moja córka została uwięziona w swoich własnych myślach z poprzedniej fazy rozwoju. Doszłoby wtedy do swego rodzaju zapętlenia. Ostatnio jednak zapytałam ją, czy nie miałaby ochoty przeczytać.
– O, jeszcze nie teraz. Poczekajmy! – odpowiedziała mi z przekonaniem. A skoro ona tak twierdzi, znaczy, że wie, co robi.

Warszawa, 21.03.2012.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s